Wędzonka na święta i nie tylko.

Temat pozornie na czasie, choć nie poruszę dziś żadnego tematu związanego z zawartością koszyka wielkanocnego. Przyszła pora na rozwinięcie tematu piw wędzonych, czyli kolejnego typu piw omijanych szerokim łukiem przez większość znanych mi osób (ku uciesze Przemka, bo więcej będzie dla Niego).

Browar SoliPiwko - Źródło: www.browarzarzecze.pl
Browar SoliPiwko

Przy okazji mojego ostatniego wpisu na temat piw kwaśnych wspomniałem, że drugim rodzajem piw których fenomen nie do końca jest dla mnie zrozumiały, są piwa wędzone. Jest to jednak skrót myślowy, bo przez piwa wędzone rozumieć należy piwa uwarzone z użyciem słodów wędzonych. Nie przypuszczam, żeby ktokolwiek praktykował wędzenie piwa w inny sposób, chociaż ostatnimi czasy mam coraz większe wrażenie, że browary rzemieślnicze jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa w kwestii wymyślności swych receptur, więc może wszystko jeszcze przed nami i ktoś wymyśli sposób przepływowego wędzenia przy wyszynku.

Piwa mające w swoim zasypie takie słody posiadają charakterystyczne, dymne nuty zapachowe kojarzące się z ogniskiem, kiełbasą i innymi wędlinami (które przecież również bywają podwędzane), czy też oscypkami etc. Efekt uzyskany jest dzięki wędzeniu słodów dymem z drzewa dębowego lub bukowego. Dla ludzi spragnionych mocnych wrażeń dostępne są również słody wędzone torfem, które wprowadzać mają nuty kojarzące się z whisky. Niestety pomimo tego, że rudą wódkę pędzoną na myszach miałem parę razy w życiu okazję spożywać, za nic na świecie piwo wędzone torfem mi jej nie przypomina. Torf wnosi aromaty mnie osobiście kojarzące się ze świeżo położonym asfaltem, choć najczęściej spotykanym deskryptorem jest aromat spalonej instalacji elektrycznej… MNIAM. Jak już zapewne da się wyczuć z niniejszego wpisu nie jestem wielkim entuzjastą tego rodzaju piw. Nie specjalnie bowiem mam ochotę spożywać piwo, które wygląda jak piwo, pieni się jak piwo, a pachnie i smakuje jak boczek. Mózg płata figle i po tak sprzecznych bodźcach nie raz sam dorabia sobie wrażenie, że płyn który spożywamy jest tłusty (przynajmniej ja tak miałem).

Nie oznacza to jednak, że nie doceniam wkładu jaki piwo wędzone wniosło do polskiego piwowarstwa. Okazuje się bowiem, że Polska od kilku stuleci słynęła z tego rodzaju piw. Już od czasów średniowiecza (jak podano na stronie browaru podobno aż od 1301 r) w Grodzisku Wielkopolskim produkowany był jedyny rdzennie polski styl piwa górnej fermentacji, a mianowicie Piwo Grodziskie. Jest to lekkie, sesyjne, żeby nie powiedzieć obiadowe piwo pszeniczne, o zawartości alkoholu ok. 3%, które w zasypie ma słody wędzone dymem dębowym. Ze względu na bardzo duże wysycenie dwutlenkiem węgla nazywane było Polskim Szampanem. W okresie zaborów stało się ono bardzo popularne, zwłaszcza w Niemczech. I wszystko żarło pięknie, aż zdechło w 1993. Browary w Grodzisku przetrwały nawet siermiężne czasy PRL by rozbić się o skały zmian ustrojowych, za sprawą Browarów Wielkopolskich LECH które produkcję Grodzisza uznały za nieopłacalną (tako rzecze ciotka wiki).

Piwo z Grodziska - fot,znalewaka.pl
Piwo z Grodziska – fot,znalewaka.pl

Historia ta jednak ma happyend. Po tym jak piwna rewolucja rozwinęła skrzydła i opłacalne okazało się warzenie czegokolwiek na czymkolwiek, browar w Grodzisku ruszył ponownie i do dziś można kupić „Piwo z Grodziska” – bo taką obecnie ma nazwę – w sieci freshmarket i żabka. Tym samym jest to pierwsza bajka, która na żabce się kończy, a nie zaczyna (badum tsss – suchar dnia).

Tak czy inaczej Piwa wędzone wracają do łask. Coraz częściej na półkach zauważyć można wędzonki z browarów rzemieślniczych, choć za bary z tematem wzięli się również więksi gracze. Ostatnio na polskich półkach pojawiło się piwo Ciechan Pszeniczne Wędzone. Widać jednak, że browar nie chciał uderzyć z wysokiego C odcinając się tym samym od rzeszy piwoszy przyzwyczajonych do bardziej klasycznych piw. W efekcie otrzymaliśmy piwo o niewielkim stopniu wędzoności co ja akurat postrzegam za atut. Gorzej, że piwo w moim odczuciu ma mało ciała przez co w smaku jest płytkie, wodniste. Wędzonka jest bardzo szynkowa. Dodatkowo jest solidnie wysycone dwutlenkiem węgla, co z kolei powoduje przesadne musowanie na języku. Piana również niestety nie zachwyca. Jest nietrwała, szybko się degraduje do krążka na lustrze piwa. W smaku czuć lekki banan i goździki, lekką wędzoność (co oczywiste) i odrobinę żelaza. Nie sądzę by długo pozostało w ofercie, gdyż fanatyków wędzonek nie porwie, a smakoszy jasnych lagerów odstraszy nawet ta niewielka ilość dymu. Ale ma jedną zaletę. Stosunkowo łatwo je dostać, przynajmniej na Mazowszu. Wiec każdy za niewielką cenę może spróbować swych sił z piwami wędzonymi.

IMG_20170311_221325

Choć nie jestem pasjonatem takim jak Przemek to uważam, że to bardzo dobrze, że browary coraz częściej sięgają po receptury z wędzonymi słodami. W różnorodności siła. Każdy znajdzie coś dla siebie. Piw takich jest na tyle dużo, że i mnie udało się znaleźć perełki, które uznałem za piwa wyśmienite.

Pierwszym wartym wzmianki jest piwo o niewiele mówiącej nazwie „1978” z browaru Solipiwko. Etykieta nie porywa, tak jak chociażby „Baltic Abyss” z tego samego browaru, ale tak jak nie ocenia się książki po okładce, tak ocenianie piwa po etykiecie nie może wpłynąć na jego ostateczny odbiór. Choć na pewno może wpłynąć na decyzję o zdjęciu go z regału w sklepie. Tak czy inaczej zakupu żałować nie mogłem. Wyśmienity rauchbock (wędzony koźlak) uwarzony przez Andrzeja Milera z Browaru Swojskiego we współpracy z browarem Solipiwko. Piwo oparte na autorskiej recepturze, która zdobyła tytuł Grand Championa na konkursie Piw domowych w Żywcu w 2012 roku. Była to pierwsza wędzonka jaką piłem, w której wędzoność, choć wyraźna dopełniała smak piwa, a nie dominowała go w sposób uniemożliwiający czerpanie radości ze spożycia. Pięknie zdobiąca szkło, długo utrzymująca się piana, no i smak. Pełne, lekko karmelowe, przez co dość słodkie, przełamane chmielową goryczką. Koźlak na sterydach. Polecam, choć nie wiem czy jest gdzieś do dostania.

Drugim piwem o którym koniecznie muszę wspomnieć jest Aecht Schlenkerla Eiche Doppelbock (jak ktoś wie jak się to czyta to zamieniam się w słuch). Piwo którego spróbowałem za namową Przemka i nie żałuję nawet łyka. Jeśli chodzi o wędzonkę piwo absolutnie urywa d…pupę przy samej szyi.. ogólnie urywa wszystko co urwać może. Nie ma się jednak co dziwić. Ten jakże uznany Browar z Bambergu miał sporo czasu na doskonalenie swoich receptur bo działa od 1405 roku i specjalizuje się właśnie w piwach wędzonych. A koźlak podwójny (lub jak kto woli dubeltowy) z tego browaru to piwo którego przynajmniej raz należy spróbować. Bez dwóch zdań jest to najlepsze piwo wędzone jakie miałem okazję pić (przynajmniej do tej pory). Jako, że styl podobny do „1978” to odczucia smakowe również miałem zbliżone, jednak odniosłem wrażenie że wszystko pasuje odrobinę lepiej do siebie. Wędzonka bardzo wyraźna, ale z jakiegoś powodu zupełnie nie męcząca, a po trzecim łyku idealnie się do niej można przyzwyczaić. Piwo karmelowe, o pięknej rubinowej barwie, pachnące drewnem ze sporą podbudową słodową. Pomimo aż 8% alkoholu w ogóle tego nie czuć. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to fakt iż piana nie była tak trwała jakbym chciał. Niemniej jednak moim skromnym zdaniem nie ma lepszego sposobu na zaczęcie przygody z piwami wędzonymi.

Piwo niestety nie jest tak powszechnie dostępne jak „Piwo z Grodziska”, jednak myślę, że w lepiej zaopatrzonych sklepach nie powinno być problemu z zakupem. Pomóc powinna charakterystyczna etykieta, z praktycznie nie dającą się rozczytać starogermańską czcionką.
W Polsce ponoć się dymi…(bez podtekstów politycznych) więc warto zmierzyć się z tym wyzwaniem i spróbować.
Polecam… Wiktor