Lulu Craft Beer czyli piwo z owocami w ofensywie.

Kiedy jestem w jakimś markecie, kontrolnie kieruję się w alejkę z piwami sprawdzić, czy aby na półce nie pojawiło się coś nowego. Przeważnie zaskoczeń nie ma, ale tym razem było inaczej. W  Tesco pojawiło się kilka całkiem niespodziewanych pozycji. Szybka decyzja i tak oto do mojego koszyka wpadły trzy butelki oznaczone marką Lulu Craft Beer.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Jeszcze jakiś czas temu nie do końca przemawiały do mnie piwa z dodatkiem różnego rodzaju soków czy miąższu owocowego. Od niedawna jednak, szczególnie od momentu gdy na naszym rynku pojawiły się piwa kwaśne, piwa uwarzone z takimi dodatkami kupuje coraz chętniej. Tym razem natknąłem się na całą serię takich piw. Lulu Craft Beer to piwa uwarzone Browarze Wąsosz w Konopiskach, jednak poza informacja na etykiecie, niewiele o tym projekcie można się dowiedzieć, gdyż strona internetowa jest w budowie a profilu na fejsie nie ma, lub nie udało mi się znaleźć. (Po publikacji tego wpisu, okazało się, że profil na fejsie żyje 🙂 ) No ale nie przeszkadza to bynajmniej degustacji. Wszystkie piwa spod znaku Lulu łączy jedno – uwarzone są z dodatkiem pulpy owocowej. Spokojnie, nie tej samej. W każdym przypadku jest to inny owoc i co za tym idzie różne piwo. Mnie udało się znaleźć 3 pozycje, mianowicie brzoskwiniowe Gose, a także Sour marakujowy i Sour z dodatkiem czarnej porzeczki. W innych marketach pojawiła się jeszcze APA z dodatkiem kiwi, jednak nie miałem okazji zakupić Jeśli tylko gdzieś dostanę, uzupełnię poniższą recenzję. Przejdźmy jednak do rzeczy właściwej czyli tego co w szkle.

Powiem szczerze, że kupiłem te piwa z czystej ciekawości, jednak nie miałem co do nich przekonania. Bałem się że mimo tego, że mają to być piwa z założenia kwaśne, to okażą się bardzo słodkie i generalnie słabe. Wtedy jeszcze nie widziałem jak bardzo się myliłem…

Gose – Brzoskwinia

Na początek w mojej szklance znalazło się brzoskwiniowe Gose. Zgodnie z informacją chmielone jest odmianą Magnum, a uwarzono z dodatkiem kolendry, soli himalajskiej a także płatków owsianych.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Oczywiście w składzie mamy również pulpę z brzoskwini. Tak jakby ktoś nie wiedział to pulpa według cioci Wiki to miazga, półprodukt powstały ze zgniecionego, rozdrobnionego materiału (drzewa, owoców, jarzyn), często utrwalony chemicznie lub fizycznie. Czyli wychodzi na to, że w piwach Lulu użyto poprostu pełnych, zgniecionych owoców – fajnie. Uzupełniając informacje z etykiety, mamy tutaj zaledwie 3,5% alkoholu. W aromacie na pierwszy plan wychodzi brzoskiwnia, ale taka nie słodka, a bardziej w otoczeniu przypraw. Zapach jest bardzo intensywny, ale przez to że nie ma przesadnej słodyczy, nie jest mdły i co za tym idzie bardzo przyjemny i zachęcający. Piana śnieżnobiała, wysoka, po chwili redukuje sie do około 2 milimetrów. Piwo jest mętne, nieprzejrzyste, barwy jasnego bursztynu.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

W smaku jest kwaskowe, słodycz brzoskwini pojawia się gdzieś w tle. Na końcu z kolei wszystko zamyka delikatna chmielowa goryczka co łączy wszystko w zgrabną całość. Jak na gose przystało, po kilku łykach na wargach można poczuć delikatna słoność. Nie jest tej soli wiele, jednak charakter gose jest zaznaczony. Piwo jest bardzo orzeźwiające i niesamowicie pijalne. Moje obawy okazały się więc bezpodstawne. Brzoskwiniowe gose jest naprawdę całkiem fajnym piwem

Sour – Czarna porzeczka

Kolejne owocowe Lulu to Sour z sokiem z czarnej porzeczki.  Chmiel w nim użyty to odmiana Sybilla, a zawartość alkoholu to 4,2%.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Aromat jest nieco mniej intensywny jak w przypadku piwa z brzoskwiniami, jednakże porzeczka jest dość dobrze wyczuwalna, a sam profil zapachu sprawia wrażenie lekko słodkiego. Sour ten jest lekko czerwony, mętny, uwieńczony białą drobną pianą pozostawiający bardzo delikatną firankę na szkle. Niestety nie mam porównania do Kwasu Jota, które pojawiło się niedawno na kranach kilku multitapów, i jak pewnie doskonale wiecie również zostało uwarzone z wykorzystaniem porzeczek, jednak Lulu jest piwem mocno kwaśnym, z wyłaniająca się gdzieś w tle owocowym posmakiem porzeczki.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Tutaj również na zakończenie mamy delikatną kontrująca goryczkę, co w całości smakuje bardzo przyjemnie. Nie ma tu jakiś złożonych smaków, ani aromatów, ale porzeczkowy sour spod szyldu Lulu jest również bardzo pijalnym, orzeźwiającym i przede wszystkim przyjemnym piwem.

Sour- Marakuja

Ostatnia pozycja, to najmocniejszy, bo zawierający „aż” 4,4% alkoholu, sour z dodatkiem marakui. Tutaj, podobnie jak w wersji porzeczkowej wykorzystano chmiel Sybilla.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Aromat również delikatnie owocowy, słodkawy, ale i jednocześnie lekko kwaskowy. Piana jest drobna, wysoka acz szybko opada, a samo piwo jest dość mętne w kolorze herbacianym. W smaku również mamy wysoką kwaskowość przenikającą się z owocową słodyczą, zakończoną równie subtelną, co poprzednio goryczką. Sour Marakuja również mocno orzeźwia, a znika ze szklanki podobnie szybko jak poprzednie dwa trunki.

Lulu Craft Beer - fot.znalewaka.pl
Lulu Craft Beer – fot.znalewaka.pl

Nie zrobiło może na mnie takiego wrażenia, jak bijące ostatnio rekordy popularności Trapeze z Radugi (jakby ktoś nie wiedział, to wyśmienite piwo z dodatkiem soku z marakui), jednakże również oceniam je bardzo pozytywnie.

Podsumowanie

Podsumowując mogę powiedzieć, że wszystkie trzy pozycje połączone pod hasłem Lulu Craft Beer bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Brzoskwiniowe Gose jest najbardziej aromatyczne i posiada najbardziej złożony smak, jednak pozostałe „kwasy” również prezentują się bardzo przyjemnie i myślę, że będą często pojawiać się w lodówce, szczególnie w letnie dni (o ile lato kiedyś nadejdzie). W tym miejscu mogę tylko żałować, że nie udało mi się spróbować APY z kiwi, jednak myślę, że uda mi się niebawem nadrobić braki. No dobra, żeby nie było, że piszę same ochy i achy, to muszę się do czegoś doczepić. No kurcze, etykiety. Niby wszystko fajnie, bo cała koncepcja się zgadza, jednak jakoś po prostu do mnie nie przemawiają i myślę, że nie do końca zachęcają do zakupu. Mam nieodparte wrażenie, że targetem tych piw są kobiety, jednak nie do końca wiem,  czy takie było założenie twórców. No ale póki co tego się nie dowiemy, gdyż jak pisałem wcześniej informacja o projekcie Lulu jest w sieci dość uboga. Tak czy siak piwa są całkiem niezłe i czekam na kolejne propozycje.